sobota, 11 lutego 2017

Student's life

HEY!


Zacznę od tego, że SESJA TO ZŁO!

Ale podejrzewam, że w jakiś sposób każdy to wie. To znaczy, każdy słyszał o tym.
 Ja osobiście będąc w gimnazjum i liceum, słyszałam o tym bardzo rzadko, ale teraz już wiem jakie to jest potworne!
I wiem, że wolałabym teraz pisać maturę jeszcze raz, a nie zdawać kolejne egzaminy. Nie mam bardzo trudnych studiów, jednak jest wiele przedmiotów, któe nie interesują mnie w ogóle, a egzaminy z nich trzeba zdać...
W tym wszystkim najbardziej mnie denerwuje MÓJ brak systematyczności, i praca na deadline'ach. Niestety jest to jedna z moich wad. Nie potrafię się zmusić do wielu rzeczy i często planuję, że oddam jakieś zadanie wcześniej, albo wykonam jakąś pracę, zanim skończy się czas, jednak przeważnie kończy się tym, że oddaję ją w ostatni dzień. Taka jest moja natura, co mnie zaczyna powoli irytować, bo ląduję często z przysłowiową ręką w nocniku. Ale staram się nad tym pracować.
Będę bardziej systematyczna od następnego semestru, bo widzę, że niektórym ludziom to wychodzi, więc dlaczego mi ma nie wychodzić?
Podobno jest to gadka każdego studenta podczas sesji, ale szczerze mówiąc, mimo że nie robię postanowień noworocznych, to to może stać się właśnie nim.

 SYSTEMATYCZNOŚĆ.

Mam nadzieję, że uda mi się przy nim wytrwać. 

Myślę, że nie tylko o tym powinnam dzisiaj napisać. Mogę trochę opowiedzieć, jak ja postrzegałam życie studenta, jak sobie wyobrażałam to wszystko, a z jaką ścianą musiałam się zderzyć.
Po pierwsze jeden z najbardziej znanych obrazków, a propos studiów i nauki :


Powiem Wam, że to nie mija się z prawdą, często dlatego, że nawet nie wiemy czego mamy się uczyć i jak podejść do zagadnienia nauki na egzamin. Bardzo ciężko jest nagle przejść z życia licealisty na życie studenta i oto są skutki uboczne tego wszystkiego. Brakuje mi  nauki na sprawdzian, czy odrobienia pracy domowej, ponieważ nie zdawałam sobie wcześniej sprawy jaką moc mają te rzeczy. ZAWSZE po takiej nauce, coś zostaje w głowie, a student (zwłaszcza pierwszego roku), często się zachłystuje tą wolnością i teoretycznym brakiem obowiązków. 
Zawsze myślałam, że studenci są bardziej odpowiedzialni, ponieważ często zaczynają życie na własną rękę, ale także potrafią się świetnie bawić.
Z tym ostatnim nie pomyliłam się bardzo. Studenci uwielbiają zabawę, zwłaszcza w czwartek wieczorem, kiedy mają wolne następnego dnia (taa, udało mi się i należałam do tych szczęśliwców). Ale jako student nie czuję się wcale odpowiedzialniejsza, a tym bardziej mądrzejsza. 
Jednak myślę, że studia pozwoliły mi się przełamać. Zawsze byłam tą osobą, która stoi w cieniu innych. Ja byłam tą szarą myszką siedzącą gdzieś przy ścianie, albo na końcu sali. Nie każdy znał mnie z imienia, jedynie kojarzył gdzieś z tyłu głowy moją twarz, która migała mu na korytarzach. Nie było we mnie nic szczególnego. Do czasów liceum, kiedy to okazałam się jednym z lepszych uczniów, dodatkowo jednym z najmilszych. Dlatego moment na studiach, kiedy stałam się mniej anonimowa, podbudował mnie i pomógł przekonać, że nie jestem wcale taka zła i jako osoba sobie radzę. Ciągle mam problemy z komunikacją z płcią przeciwną, ale to już powoli się zmienia. Na szczęście, bo jest to okropnie uciążliwe, kiedy boisz się cokolwiek powiedzieć do chłopaka, który wydaje się być bardziej mężczyzną niż chłoptasiem. 
W każdym razie studia też wpływają pozytywnie na życie towarzyskie. W pewnym sensie. Zaczynasz poznawać dużo ludzi. Nie tylko z twojego kierunku, ale też roku, ponieważ macie mieszane wykłady, czy jakieś kursy, czy ćwiczenia. Albo chodzicie na jakieś imprezy i poznajecie zupełnie nowe towarzystwo. A zwłaszcza ci, którzy są przyjezdni.
Nigdy nie wierzyłam, że poznam tyle ciekawych ludzi, z przeróżnymi zainteresowaniami, często zbieżnymi z moimi. To jest bardzo ciekawe, kiedy w każdej nowo poznanej osobie, możesz znaleźć cząstkę siebie i uświadamiasz sobie, jak wiele ludzi interesuje się tym co ty.
Kolejną rzeczą, która mnie lekko... irytuje? Myślę, że to słowo idealnie opisze to co czuje. Jest to zwracanie się per "pan/pani" do studentów, bo odczuwa się ten okropny dystans i pewną bezosobowość. Rozumiem to całkowicie, ale mimo wszystko nie mogę jakoś tak się z tym pogodzić.
No i coś co jest okropnie trudną rzeczą, czyli pisanie maili! Nie lubię tego robić, ponieważ czuję, że nie potrafię tego robić i zawsze się boję, że nie jest napisany wystarczająco oficjalnie. Na szczęście udało mi się, że trafiłam na jedną wykładowczynię, która nam powiedziała, co i jak. Mimo wszystko nigdy nie jestem pewna, czy jest wszystko w porządku...

Jeżeli chcecie się więcej dowiedzieć jak to jest na studiach, albo macie własne przemyślenia i doświadczenia, napiszcie w komentarzach ;)
Będzie mi bardzo miło ;)

Życzę Wam miłego dnia/wieczora, w zależności kiedy to czytacie ;)


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dream out loud

Hej!

Dawno nie publikowałam nic.
Blog założyłam po to aby dzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami z podróży mojego życia. Niestety, jak większość rzeczy, skończyłam zanim dobrze nie zaczęłam.
Przepraszam za to. Jednak mam nadzieję, że razem z nowym rokiem uda mi się powrócić do takiej formy ekspresji w internecie. Zawsze chciałam w jakiś sposób się wyrażać, a to jest jeden z nich. Mam nadzieję, że znajdę  w sobie więcej siły i determinacji, aby prowadzić tego bloga.
Nie obiecuję, że moje notki, będą regularne i bardo obfite w treść, ale postaram się robić jak najlepiej.

Dzisiaj nie tylko mogę powiedzieć, że pożegnałam się z 2016, ale także z nazwą bloga. Dlaczego? Ponieważ chcę w pewien sposób zacząć od nowa, ale jednocześnie nie usuwam starych postów, bo ten blog ma być mną i ma być mój. Pewnej złamanej dziewczyny, która ciągle chce marzyć i marzy.

Dream out loud...

Tandetne powiedzenie, głupia nazwa na bloga no i w sumie dlaczego nazwałam tak tego posta??

Takie myśli mogą przechodzić przez głowę niektórym. Jednak ja chce wszystkim powiedzieć, że jestem marzycielką i nie ma co tego ukrywać. Żyje marzeniami, pewnego rodzaju złudzeniami - co nie oznacza, że nie zdaję sobie sprawy jak jest. Może jestem czasem nazbyt naiwna, ale szczerze mówiąc, zaczynam mieć powoli w głębokim poważaniu to co ludzie o tym myślą.
Mnie udało się udowodnić, że marzenia się mogą spełniać. Największe z nich już mi się udało osiągnąć. Byłam w USA, które było moim marzeniem od kiedy... Szczerze mówiąc nie jestem w stanie sprecyzować. Myślę, że około 10 lat już tak sobie cicho mówię, że chcę tam jechać.I w końcu mi się udało. Dlatego ja wierzę w hasła, które często są wygłaszane głośno przez artystów: "Sięgaj do gwiazd","Marzenia się spełniają", "Walcz o marzenia" itp. To właśnie one nas w jakiś sposób kreują i pomagają nam istnieć, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu. Ja mogłabym być złożona z samych marzeń. To właśnie głównie nimi myślę. Wiem, że trzeba o nie walczyć i dążyć do tego aby je osiągnąć. Nie słuchajcie innych, kiedy mówią, że wasze pragnienia nie mają racji bytu, że to o czym marzycie się nigdy nie spełni. Może i tak jest, ale dlaczego by nie spróbować? Dlaczego poddawać się już na samym początku, nie próbując nic zrobić. Nie starając się zmienić nastawienia innych, żeby to potem oni myśleli, że byli na tyle głupi aby być za bardzo powściągliwym i nie próbować. Pamiętajcie, że to wiele od nas zależy. Jeżeli np.: chcesz zostać lekarzem, ale matura z biologii poszła ci beznadziejnie, to dlaczego nie przystąpić do egzaminu znowu? W końcu masz 5 lat, aby próbować, próbować i próbować. A jeżeli na prawdę nie chcesz znów przeżywać tego stresu to zawsze są szkoły policealne, które może nie sprawią, że będziesz chirurgiem, czy kardiologiem i nie zapewnią statusu profesora, czy doktoratu, ale może znajdziesz coś co cię interesuje, jakiś kierunek na około medyczny, gdzie będziesz mógł spełniać się zawodowo. Nie możecie sobie zamykać drzwi. Trzeba kombinować. Podobno właśnie tacy jesteśmy, my- Polacy. Nie wiem czy to prawda, jeżeli chodzi o nowe pokolenie. Nasi rodzice i ich rodzice nie mięli wyjścia. musieli kombinować, żeby żyło im się w miarę w porządku. Teraz nam jest dużo łatwiej, ale warto odszukać w sobie tego stereotypowego polaka - nie mówię tutaj o polakach-złodziejach i polakach-pijakach, ale o tych zaradnych kombinatorach, którymi gdzieś tam w środku ciągle jesteśmy.
Nie bójcie się walczyć o swoje. To wy jesteście najważniejsi. To jest WASZE Życie. Nie moje, nie waszych rodziców, nie waszych przyjaciół, znajomych, sąsiadów, dziadków. Tylko, i wyłącznie, Wasze. Dlatego sprawcie, aby ono było wyjątkowe, żebyście czuli się szczęśliwi.
I właśnie tego Wam życzę na Nowy Rok. Znajdźcie w sobie dużo siły, określcie co wam się podoba, a co nie. Znajdźcie swoje własne "ja", wśród szarej masy do której często należymy. Nie bójcie się wyrażać głośno opinii, nie chowajcie się w kąt, bo Wasz głos jest ważny. Bo Wasz głos jest Naszym głosem, głosem Naszego pokolenia, której jest inne i rządzi się innymi prawami niż pokolenie naszych rodziców, czy dziadków, czy pokolenie Kolumbów, czy każde inne przedtem. Żyjemy tu i teraz. Znajdźmy własną cząstkę swojej tożsamości.
Życzę Wam także, aby każde marzenie, nie ważne jakich rozmiarów i jakim stopniem trudności, się spełniło. Abyście się nie bali marzyć, bo jak Paulo Colhelo powiedział :"Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie". Wierzę, że i Was odnajdzie się na tyle duża wiara we własne możliwości, że cały wszechświat będzie wam pomagał w realizacji najskrytszych pragnień, nawet tych do których nie mamy odwagi się przyznać,
Tak na koniec przytoczę słowa Ryśka Riedel'a, który powiedział: "Przestałem marzyć, jak człowiek nie marzy to umiera". Myślę, że teraz będzie Wam łatwiej zrozumieć co mam na myśli.

Wszystkiego co najlepsze na 2017!


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval

czwartek, 2 czerwca 2016

Coś co można nazwać początkiem...

Zaczynając pisać tego bloga jestem skazana na brak anonimowości. 
Prowadzić go będę anonimowo - przynajmniej dla większości, nie zamierzam wrzucać żadnych zdjęć ze sobą, żadnych moich selfie itd. Szczerze, ludzie znający się na informatyce, mogliby z pewnością odkryć prędko kim jestem. Żyjemy w czasach, kiedy każdy jest inwigilowany. Mimo że nie jest to aż tak duży procent w Polsce jak na przykład w Londynie, gdzie wszędzie są kamery, ale chcąc nie chcąc musimy to zaakceptować. Wchodzimy w czasy, które niestety pozbawiają nas prywatności. Tak na prawdę teraz ciężko zdefiniować to słowo. Pokolenie, do moich rodziców, jeszcze wie co to znaczy, ale tak na prawdę ja już nie do końca. Nie zważając na fakt, że na pewno do 10. roku życia nie korzystałam z Internetu, tak jak teraz większość ludzi- mówię tutaj o portalach społecznościowych, bez których ciężko teraz się obejść. Moją ulubioną stroną były wtedy gry.pl i cieszyłam się, kiedy mogłam pograć przez godzinę w przebieranie jakiś laleczek, albo "gotując" coś pysznego.
Długo zastanawiałam się i wahałam, czy zakładać tego bloga, czy nie. Ciągle mam z tym problem. Ciągle się waham, ale postanowiłam, że to zrobię, ponieważ chcę pokazać wam, że warto spełniać marzenia, że każdy powinien po nie sięgać. Jak bardzo sztampowo to brzmi, sama widzę. Często słyszałam zwroty typu "Sięgaj po marzenia", "Dla chcącego nic trudnego"...
W wielu piosenkach artyści mówią o tym głośno, aby sięgać do gwiazd i nie przestawać marzyć. Oni są najlepszym na to przykładem. Najbardziej spektakularnym. Powiedzenia typu "Dream out loud" , czy "Cheasing the dreams" są nam wszystkim znane, więc dlaczego nie próbujecie?
Chce Wam udowodnić, że jest to możliwe tylko trzeba chcieć o nie zawalczyć.
Jeżeli już wam się udało spełnić swoje marzenia to jestem ciekawa jakie one były i co czuliście po ich spełnieniu.
Mnie samej udało się zrealizować kilka, a największym jest chyba wyjazd do USA. Jest jeszcze, że tak to nazwę w realizacji, ponieważ lecę w połowie lipca, ale właśnie to mnie popchnęło do prowadzenia tego bloga.
Nie mogę doczekać się usłyszenia waszych historii z sięganiem po marzenia.


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval