HEY!
Zacznę od tego, że SESJA TO ZŁO!
Ale podejrzewam, że w jakiś sposób każdy to wie. To znaczy, każdy słyszał o tym.
Ja osobiście będąc w gimnazjum i liceum, słyszałam o tym bardzo rzadko, ale teraz już wiem jakie to jest potworne!
I wiem, że wolałabym teraz pisać maturę jeszcze raz, a nie zdawać kolejne egzaminy. Nie mam bardzo trudnych studiów, jednak jest wiele przedmiotów, któe nie interesują mnie w ogóle, a egzaminy z nich trzeba zdać...
W tym wszystkim najbardziej mnie denerwuje MÓJ brak systematyczności, i praca na deadline'ach. Niestety jest to jedna z moich wad. Nie potrafię się zmusić do wielu rzeczy i często planuję, że oddam jakieś zadanie wcześniej, albo wykonam jakąś pracę, zanim skończy się czas, jednak przeważnie kończy się tym, że oddaję ją w ostatni dzień. Taka jest moja natura, co mnie zaczyna powoli irytować, bo ląduję często z przysłowiową ręką w nocniku. Ale staram się nad tym pracować.
Będę bardziej systematyczna od następnego semestru, bo widzę, że niektórym ludziom to wychodzi, więc dlaczego mi ma nie wychodzić?
Podobno jest to gadka każdego studenta podczas sesji, ale szczerze mówiąc, mimo że nie robię postanowień noworocznych, to to może stać się właśnie nim.
SYSTEMATYCZNOŚĆ.
Mam nadzieję, że uda mi się przy nim wytrwać.
Myślę, że nie tylko o tym powinnam dzisiaj napisać. Mogę trochę opowiedzieć, jak ja postrzegałam życie studenta, jak sobie wyobrażałam to wszystko, a z jaką ścianą musiałam się zderzyć.
Po pierwsze jeden z najbardziej znanych obrazków, a propos studiów i nauki :
Powiem Wam, że to nie mija się z prawdą, często dlatego, że nawet nie wiemy czego mamy się uczyć i jak podejść do zagadnienia nauki na egzamin. Bardzo ciężko jest nagle przejść z życia licealisty na życie studenta i oto są skutki uboczne tego wszystkiego. Brakuje mi nauki na sprawdzian, czy odrobienia pracy domowej, ponieważ nie zdawałam sobie wcześniej sprawy jaką moc mają te rzeczy. ZAWSZE po takiej nauce, coś zostaje w głowie, a student (zwłaszcza pierwszego roku), często się zachłystuje tą wolnością i teoretycznym brakiem obowiązków.
Zawsze myślałam, że studenci są bardziej odpowiedzialni, ponieważ często zaczynają życie na własną rękę, ale także potrafią się świetnie bawić.
Z tym ostatnim nie pomyliłam się bardzo. Studenci uwielbiają zabawę, zwłaszcza w czwartek wieczorem, kiedy mają wolne następnego dnia (taa, udało mi się i należałam do tych szczęśliwców). Ale jako student nie czuję się wcale odpowiedzialniejsza, a tym bardziej mądrzejsza.
Jednak myślę, że studia pozwoliły mi się przełamać. Zawsze byłam tą osobą, która stoi w cieniu innych. Ja byłam tą szarą myszką siedzącą gdzieś przy ścianie, albo na końcu sali. Nie każdy znał mnie z imienia, jedynie kojarzył gdzieś z tyłu głowy moją twarz, która migała mu na korytarzach. Nie było we mnie nic szczególnego. Do czasów liceum, kiedy to okazałam się jednym z lepszych uczniów, dodatkowo jednym z najmilszych. Dlatego moment na studiach, kiedy stałam się mniej anonimowa, podbudował mnie i pomógł przekonać, że nie jestem wcale taka zła i jako osoba sobie radzę. Ciągle mam problemy z komunikacją z płcią przeciwną, ale to już powoli się zmienia. Na szczęście, bo jest to okropnie uciążliwe, kiedy boisz się cokolwiek powiedzieć do chłopaka, który wydaje się być bardziej mężczyzną niż chłoptasiem.
W każdym razie studia też wpływają pozytywnie na życie towarzyskie. W pewnym sensie. Zaczynasz poznawać dużo ludzi. Nie tylko z twojego kierunku, ale też roku, ponieważ macie mieszane wykłady, czy jakieś kursy, czy ćwiczenia. Albo chodzicie na jakieś imprezy i poznajecie zupełnie nowe towarzystwo. A zwłaszcza ci, którzy są przyjezdni.
Nigdy nie wierzyłam, że poznam tyle ciekawych ludzi, z przeróżnymi zainteresowaniami, często zbieżnymi z moimi. To jest bardzo ciekawe, kiedy w każdej nowo poznanej osobie, możesz znaleźć cząstkę siebie i uświadamiasz sobie, jak wiele ludzi interesuje się tym co ty.
Kolejną rzeczą, która mnie lekko... irytuje? Myślę, że to słowo idealnie opisze to co czuje. Jest to zwracanie się per "pan/pani" do studentów, bo odczuwa się ten okropny dystans i pewną bezosobowość. Rozumiem to całkowicie, ale mimo wszystko nie mogę jakoś tak się z tym pogodzić.
No i coś co jest okropnie trudną rzeczą, czyli pisanie maili! Nie lubię tego robić, ponieważ czuję, że nie potrafię tego robić i zawsze się boję, że nie jest napisany wystarczająco oficjalnie. Na szczęście udało mi się, że trafiłam na jedną wykładowczynię, która nam powiedziała, co i jak. Mimo wszystko nigdy nie jestem pewna, czy jest wszystko w porządku...
Jeżeli chcecie się więcej dowiedzieć jak to jest na studiach, albo macie własne przemyślenia i doświadczenia, napiszcie w komentarzach ;)
Będzie mi bardzo miło ;)
Życzę Wam miłego dnia/wieczora, w zależności kiedy to czytacie ;)
LoTs Of LoVe DreAMeRs
