sobota, 17 czerwca 2017

Moja Ameryka w pigułce

Dzień przed...

Okay no to SIEMANGO!! ;P

Jutro wyjeżdżam!
WOW!
TO JUŻ JUTRO!!
Ciągle czuję się lekko zdenerwowana, ale wiecie jak to jest kiedy robi się coś po raz pierwszy...
Źle to brzmi ;p Ale stres się okropnie udziela.
Mam już wydrukowaną kartę pokładową, rawie całkowicie spakowana i teraz należy czekać.
Wiem, że wszyscy będą trzymać za mnie kciuki, żeby wszystko poszło po mojej myśli. Ale zawsze jest ta doza niepewności. Niestety.
No ale trzeba się zrelaxować...
Ta jasne, żeby mi to jeszcze się udało xD
Kłębek nerwów - to ja! xD
Dobra, dobra, dobra, dobra
wdech
wydech
wdech
wydech
wdech

JA PIERDOLE!!!!!
Dobra nie ma co szaleć będzie dobrze, będzie dobrze....

DZIEWCZYNY! POMOCY !! +~+

Jeeeeestem na miejscu!!!


Nie wiem czym się tak stresowałam...
Na prawdę było w porządku z przesiadka w Berlinie. Nawet pani mi zdążyła założyć kartę stałego klienta Airberlin xd wiec teraz czuje się zobowiązana do korzystania z ich usług. Ale ku mojemu zdziwieniu na prawdę standard jest wysoki. Nie kupowałam biletów, żeby była dobra jakość ale było tanio... A tutaj takie zaskoczenie;)
Dwa posiłki podczas lotu w cenie. Do tego co jakiś czas stewardessy przychodziły i pytały o picie. I dostałam darmowa wodę xd
Prawda , że mimo mojej znajomości angielskiego nie potrafiłam zrozumieć co mają na myśli, kiedy pojawiały się komunikaty samolotowe. Strasznie słaba jakość nagrań i okropnie trzeszczy i gdybym tylko znała niemiecki pewnie zrozumiałabym więcej, niż kiedy mówili po angielsku. Taki los.

Wychodząc z lotniska nie czujesz się jak w USA. Nic specjalnego. Dopiero zaczęłam to czuć kiedy zauważyłam ten żółty autobus, który odwozi dzieci do szkoły.
Potem charakterystyczne małe domki... Ale szczerze to nie jest jakiś ogromny przeskok miedzy jednym państwem, a drugim. Przynajmniej na razie bo nie byłam jeszcze w Downtown, więc nie wiem co to Chicago ;P
Teraz głównie siedziałam u cioci w domu.
 Zaczęłam odczuwać chorobę zmiany czasu - tak zwany jetlag- około godziny 17 czasu Amerykańskiego czyli północy w Polsce. Dziwne, że nie wcześniej., bo przywykłam do chodzenia spać znacznie wcześniej.
Zdążyłam jak na razie wypić amerykańska lemoniadę - 16% soku z cytryny xd, spróbować pizzy, która wszystko prawie miała podwójne i jeden kawałek to było ZA dużo :o i posłuchać polskiego radia ;p
Ale oglądałam Ellen ^^ Co prawda powtórkę, ale się liczy jako poczucie amerykańskości..
Nie wiem czym mogę się jeszcze z Wami podzielić. Aktualnie jest 5:52 przebudziłam się, ale spróbuję zasnąć znowu :P
Jedną z ciekawostek jest to, że są tutaj cykady, które się tak drą, że robią większy hałas wieczorem niż ptaki z rana :P

Dobra, jak chcecie jeszcze coś wiedzieć śmiało pytajcie. Dzisiaj wybieram się do Dunkin Donut i zobaczę okolice gdzie mieszka moja kuzynka ^^ Może kogoś poznam... Zobaczymy

Jestem niczym dziecko

Heeeej!


Nie pisałam wczoraj, bo tak na prawdę czwartek nie był ciekawy. Ponad polowe dnia spędziłam w domu. Ale wyszłam dwa razy z psem, poznając miłych ludzi... To znaczy nie dokładnie poznając ,ale mając możliwość rozmowy z nimi. Jeden nazwał psa ( który swoją drogą jest czarny) hot-dogiem. Poza tym miałam jeszcze wycieczkę do Dunkin Dounts.
Wczoraj też wieczorem byłam, poniewaz razem z kuzynką zbierałyśmy liście z przed domu;P
Piątek ogółem był jakiś taki fajniejszy, bo miałam już z kim spędzić czas. ;)))
O 8:30 pojechaliśmy po moją młodsza kuzynkę - nazwę ją tutaj Maya.
Maya była na obozie i trzeba było ją odebrać. Miejsce, w którym była na prawdę było urocze. Jezioro, a przy nim drewniane domki, dosyć duży kawałek od drogi.
Maya widząc mnie bardzo się ucieszyła- tak samo jak i ja ;))
Kiedy wróciłyśmy z powrotem do domu mojej cioci, po wypakowaniu jej rzeczy, poszłyśmy na spacer, zgadnijcie co na nim robiłyśmy? ŁAPAŁYŚMY POKEMONY!😂😂😂😂
Ostatnio to chyba moje ulubione zajęcie xd
Odwiedziłyśmy plac zabaw, w którym się zakochałam. W US mają inne rodzaje zabawek, które po prostu wyzwalają we mnie dziecko 😂
Sprawia mi to ogromną radość ;P
A mam 18 lat 😂😂😂
Ciągle mnie to bawi jak bardzo nie jestem dojrzała xd
Chodziliśmy jeszcze po okolicy, podśpiewując, "tańcząc", szukając pokemonów, rozmawiając i roztapiając się. Tutaj w Chicago są okropnje duszne dni... Mam nadzieje że dzisiejszy taki nie będzie.
Kiedy wróciłyśmy z powrotem, postanowiłyśmy isc na basen, na którym myślę, że spędziliśmy z 2 godziny, na pewno.
Potem było bardzo amerykański obiad- skrzydełka w BBQ i frytki, a po posiłku ruszyły poszukiwania mebli ogrodowych xd
Moja ciocia postanowiła, że potrzebuje jakieś kupić, więc szukaliśmy czegoś na Internecie. Suma summarum skończyło się na wizycie w sklepie i dowiedzeniu się, że aby zdobyć ten komplet, trzeba jechać do sąsiadującego stanu. Więc będę mieć możliwość zobaczenia trochę więcej👍👍👏
Mam nadzieję, że moja wypowiedź ma jakiś sens i jest w miarę składna. Może troche przypominać relację z jakiejś wycieczki szkolnej pisanej przez kogoś z podstawówki, ale szczerze to nie mam ochoty na razie na jakieś głębsze przemyślenia😂😂 wybaczcie ;P
Życzę Wam Milego dnia, mimo że macie już 15, a ja dopiero 8 ^^

Raj na ziemi


Hej!
*macha ręką jak jakaś wariatka*
Jak tam Wam się żyje? Ja nie narzekam, jest w porządku. Na prawdę ;)
Nie robię na razie zbyt wiele - nie wychodze w jakieś bardzo ciekawe miejsca i nie poznaje dużo ludzi. Chociaż....

Nie pisałam długo nie miałam zbytnio o czym. Poszukiwanie mebli ogrodowych nie jest jakimś ogromnym przeżyciem, ale przynajmniej się nie nudziłam. W sumie okazało się to bardzo zabawne, bo w końcu kupiliśmy, to znaczy, moja ciocia i wujek kupili poduszki na krzesła i leżaki.
W sumie zabawna historia, bo kupili ich 11 i jak się potem okazało, zmieściły się do bagażnika tak, że ja siedząc z Mayą na tylnich siedzeniach zostałyśmy nimi oddzielone. Dosatkowo, kiedy wychodziliśmy ze sklepu okropnie lało i była burza, ale tak to wyglądało, od kiedy po przyjechałam.
Od wczoraj zaczęło się robić normalnie.
W ciągu tych dni kiedy nie pisałam odwiedziłyśmy plaże nad jeziorem, gdzie był potwornie przystojny ratownik ( wiem,że na mnke patrzył. JA TO WIEM! ;P), u którego braliśmy kłódkę do szafek. Jednak okazało się to trochę trudne, bo jego przełożony nie chciał nam jej wydać, bo nie miałyśmy ID - tak, nie noszę przy sobie dowodu, bo w sumie niebo jest mi to potrzebne. Jedyne ID miała moja ciocia, ale ona nas tylko tam porzuciła.
SKOMPLIKOWANE.
Mam nadzieję, że nie piszę bardzo nieskładnie ;P

Wczorajszy dzień był niesamowity, bo znalazłam swój raj na Ziemi. Tym razem jest to na prawdę moje miejsce. Jest to sklep w jednej z galerii handlowych. Nawet nie ma jeszcze nazwy ;P
Z początku wydaje się mały. Ma sklep z koszulkami z zespołów - jak się dowiedziałyśmy, bedzie ich więcej <3 Są tam też płyty, kubki oraz magnesy na lodówkę.
Udało nam się, bo jeden z pracowników, bardzo miły i dobrze wyglądający chłopak, oprowadził nas po "wnętrzu" sklepu.
Mozna bylo tam grac na basie, gitarze, perkusji, keybordzie i śpiewać karaoke w takich budkach ❤ jedna zmieniała głosy a reszlta nagrywala jak śpiewasz. Była takze przygotowana scena na koncerty, podpisywanie płyt etc. Na otwarciu oficjalnym ma byc ktos sławny, ale nawet muj crush no 2 nie wiedział kto. Ale prawdopodobnie Corey z Slipknot💛❤💚💛❤💛❤💚💛❤💚 Ale zobaczymy ^^ Jest tam też korytarz z historia rock n' rolla.... Po prostu miejsce stworzone dla mnie!
Nie wiem co mogę wam więcej napisać. Można byłoby napisać więcej, ale ciągle jestem pod wrażeniem tego miejsca. A dzisiaj Hot Topic, czyli sklep także stworzony dla mnie. Zobaczcie sobie na ich stronę internetową to zrozumiecie ❤


DAY 10


Hej
Jestem
Uziemiona.
Może nie do końca, ale właśnie nawróciło moje szczęście xd zrobiłam sobie coś z nogą, prawdopodobnie wyskoczyło mi kolano, czy coś, ale już jest lepiej. Na szczęście. Moge lekko na niej stawać.
A najlepsze/najgorsze jest to, że mam dzisiaj koncert. Jestem okropnie szczęśliwa, że wreszcie zobaczę moich ukochanych idiotów na żywo! Szkoda, że nie będę mogła się na nich poczaić... Ale może przyjadą do Polski niedługo i będę mogła zaszaleć ^^
Ostatnie dni byly raczej nudne, oczywiście to za sprawą tej durnej nogi, ale może tak miało być?
Miałam okazję poznać bardzo miłą panią, która powiedziała mi, że muszę poćwiczyć moje nawyki chodzeniowe, bo to może być tym kamieniem milowym i sprawia, że jest jak jest.
Trzymajcie kciuki, żeby było wszystko dobrze ;)
Na pewno będzie.
Raczej nie wierzę w przeznaczenie, ale wierze, że rzeczy nie dzieją się bez powodu- nie wiem, czy sama sobie w tej sytuacji nie zaprzeczam, ale zobaczymy ;P
Także TINLEY PARK BĄDŹ GOTÓW NA MNIE I MOJE SZCZĘŚCIE! Xd No i na Maye też xd
Damy rade. Bedzie dobrze, musi czyż nie?
Dzisiaj krótko, bo jak mówiłam nie ma o czym pisać. Wczoraj cały dzień oglądałam Yaoi - tak zgarszam młodszą kuzynkę. Lekko niepokojące, ale to cała ja. Niestety moja dziwność czasem zaskakuje nawet mnie.
Tak, więc Miłego wieczoru Wam życzę. Moj bedzie spełnieniem kolejnego mojego marzenia ❤


Chicago, Chicago


Hej!
Dawno nie pisałam, ale proszę o wybaczenie. Szczerze mówiąc, nie chciało mi się siąść i czegoś naskrobać. Nie lubię pisać na telefonie, ale stwierdziłam, że wreszcie wypadałoby.

Mój poziom świadomości, że jestem w USA wzrósł po wczorajszej wycieczce.
Ale od początku.
Koncert 5sos, był niesamowity. Z biegiem czasu, wybaczam mojej kuzynce, że kazała mi wyjść wcześniej. Chodź ciągle czuje smutek przypominając sobie jak Ashton wyszedł do tłumu i zaczął zabawiać publiczność, a ja stałam już przy wyjściu obok sceny i obserwowałam z boku, żeby zobaczyć ich po raz ostatni. Ale słyszeć jak Michael mówi, ze kocha Chicago, a Calum , że to drugie miasto w którym się zakochał. I ... Po prostu było niesamowicie.
Mam nadzieję, że uda mi się niedługo zobaczyć ich ponownie.

Odwiedziłam jakiś czas temu sklep "Dollar Tree". Wszystko po dolarze. Niby mogłoby się wydawać, ze totalny szajs, ale tak na prawdę są bardzo ciekawe produkty. No i warto wydac na nie dolara, bo gdzieś indziej kosztują 3x więcej.

No a teraz o Downtown.
To jest niesamowite miejsce. To jest tak jak pokazują w filmach. Wielkie budynki, wspaniałe miejsca, duży tłum, wiele samochodów i ci ludzie...
Mialam okazje słyszeć uliczny chicagowski jazz. Było to cos niesamowitego. Weszłam do słynnego autobusu szkolnego, byłam w tej nerce w Millenium Park, widziałam Navy Pear- ale tam idę innym razem.
Jadłam także typowego hot-doga, a w budce gdzie go kupowaliśmy, były polskie kielbasy:P
Polska jest wszędzie!
To samo, kiedy poszliśmy do Marshalls, gdzie pani rozmawiała przez telefon ze swoja córką po polsku. Można bylo sie domyślić jakie relacje łączą kobietę z rozmówcą.

Druga wizyta w Chicago, była inna. Poszliśmy do zoo i na Navy Pier. Zoo jak,zoo. Lubię popatrzeć na tygrysy, lwy i Fenka 💜💜 Ale poza tym nie ma dużej różnicy między naszymi zoo, a tymi tutaj.
No i w końcu Navy Pier...
Kocham to miejsce i mogłabym tam zostać na bardzo długo. Jest to coś a la molo z restauracjami, klubami itd. Jednak największą popularnością cieszy się wielkie koło diabelskie na środku. Widok z niego nocą jest czymś niesamowitym, co sprawia ogromną przyjemność. Chicago nocą jest wspaniałe.
Prawdą jest, że nie sprawia Ci ono ogromnej radości, kiedy ledwo idziesz, ale i tak jest piękne. Kiedy już musieliśmy wyjść z Navy Pier udaliśmy się przed Children's Museum, gdzie była śliczna fontanna. Bawiłam się pod nią jakbym miała 10 lat. Ale tyle mam mentalnie, więc nie można się bardzo temu dziwić.
Niesamowite jest to, kiedy patrząc na wieżowce wokół uświadamiasz sobie, jak bardzo mały jesteś. Ale jednocześnie chcesz należeć do tego świata, chcesz być jego częścią i dorównywać tym budynkom. Chcesz wtopić się w tłum i po prostu być jednym z elementów tej układanki, nie konieczne pokazującym wiele, ale bez, którego nie powstanie kompletny obraz. Ale czy tak właśnie jest? Szerze, nie wydaje mi się. Żyjemy w świecie, w którym ludzie nie są zauważani. Ale chcieć zawsze można ;)


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval








Mój "reunion" z blogiem


Hej,

      dawno mnie tutaj nie było. Ale tym razem myślę, że na serio wracam. Dlaczego zawsze zdarza mi się to w trakcie sesji?!? Nie ma pojęcia, ale tak już mam, ze ten słomiany zapał we mnie tkwi... Trochę pozmieniam bloga. To co tutaj się znajduje dotyczące mojej podróży do Stanów dodam w jednym poście, żeby wszystko było razem, bo szczerze mówiąc czuję, że były.. słabe. Nie miałam wtedy gdzie pisać, jedynie na telefonie i takie były tego skutki.  Oczywiście jeżeli macie jakiekolwiek pytania dotyczące mojej podróży piszcie śmiało.
Było to niesamowite przeżycie, które zmieniło moje myślenie. I mimo tego, że po powrocie zaczęło się sypać to jakoś daje mi się to poukładać. Powrót do rzeczywistości był okropny. Każde spojrzenie kierowane na mnie było pełne osądu i wzgardy, kiedy przechadzając się ulicami Chicago każdy się uśmiechał i patrzył z zupełnie innym nastawieniem. To jest to czego brakuje mi w naszej polskiej społeczności. Pewnego rodzaju otwartości.
       Nie będę przynudzać na razie.  To może zostawię na inny post. Jak na razie wrócę do zmiany wyglądu bloga, a Was zachęcam do komentowania moich wypocin ;)
W przyszłym tygodniu zdam relację z mojego maratonu koncertowego (Coldplay i Guns n' Roses). AAAAAA już się nie mogę doczekać <3

LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval

sobota, 11 lutego 2017

Student's life

HEY!


Zacznę od tego, że SESJA TO ZŁO!

Ale podejrzewam, że w jakiś sposób każdy to wie. To znaczy, każdy słyszał o tym.
 Ja osobiście będąc w gimnazjum i liceum, słyszałam o tym bardzo rzadko, ale teraz już wiem jakie to jest potworne!
I wiem, że wolałabym teraz pisać maturę jeszcze raz, a nie zdawać kolejne egzaminy. Nie mam bardzo trudnych studiów, jednak jest wiele przedmiotów, któe nie interesują mnie w ogóle, a egzaminy z nich trzeba zdać...
W tym wszystkim najbardziej mnie denerwuje MÓJ brak systematyczności, i praca na deadline'ach. Niestety jest to jedna z moich wad. Nie potrafię się zmusić do wielu rzeczy i często planuję, że oddam jakieś zadanie wcześniej, albo wykonam jakąś pracę, zanim skończy się czas, jednak przeważnie kończy się tym, że oddaję ją w ostatni dzień. Taka jest moja natura, co mnie zaczyna powoli irytować, bo ląduję często z przysłowiową ręką w nocniku. Ale staram się nad tym pracować.
Będę bardziej systematyczna od następnego semestru, bo widzę, że niektórym ludziom to wychodzi, więc dlaczego mi ma nie wychodzić?
Podobno jest to gadka każdego studenta podczas sesji, ale szczerze mówiąc, mimo że nie robię postanowień noworocznych, to to może stać się właśnie nim.

 SYSTEMATYCZNOŚĆ.

Mam nadzieję, że uda mi się przy nim wytrwać. 

Myślę, że nie tylko o tym powinnam dzisiaj napisać. Mogę trochę opowiedzieć, jak ja postrzegałam życie studenta, jak sobie wyobrażałam to wszystko, a z jaką ścianą musiałam się zderzyć.
Po pierwsze jeden z najbardziej znanych obrazków, a propos studiów i nauki :


Powiem Wam, że to nie mija się z prawdą, często dlatego, że nawet nie wiemy czego mamy się uczyć i jak podejść do zagadnienia nauki na egzamin. Bardzo ciężko jest nagle przejść z życia licealisty na życie studenta i oto są skutki uboczne tego wszystkiego. Brakuje mi  nauki na sprawdzian, czy odrobienia pracy domowej, ponieważ nie zdawałam sobie wcześniej sprawy jaką moc mają te rzeczy. ZAWSZE po takiej nauce, coś zostaje w głowie, a student (zwłaszcza pierwszego roku), często się zachłystuje tą wolnością i teoretycznym brakiem obowiązków. 
Zawsze myślałam, że studenci są bardziej odpowiedzialni, ponieważ często zaczynają życie na własną rękę, ale także potrafią się świetnie bawić.
Z tym ostatnim nie pomyliłam się bardzo. Studenci uwielbiają zabawę, zwłaszcza w czwartek wieczorem, kiedy mają wolne następnego dnia (taa, udało mi się i należałam do tych szczęśliwców). Ale jako student nie czuję się wcale odpowiedzialniejsza, a tym bardziej mądrzejsza. 
Jednak myślę, że studia pozwoliły mi się przełamać. Zawsze byłam tą osobą, która stoi w cieniu innych. Ja byłam tą szarą myszką siedzącą gdzieś przy ścianie, albo na końcu sali. Nie każdy znał mnie z imienia, jedynie kojarzył gdzieś z tyłu głowy moją twarz, która migała mu na korytarzach. Nie było we mnie nic szczególnego. Do czasów liceum, kiedy to okazałam się jednym z lepszych uczniów, dodatkowo jednym z najmilszych. Dlatego moment na studiach, kiedy stałam się mniej anonimowa, podbudował mnie i pomógł przekonać, że nie jestem wcale taka zła i jako osoba sobie radzę. Ciągle mam problemy z komunikacją z płcią przeciwną, ale to już powoli się zmienia. Na szczęście, bo jest to okropnie uciążliwe, kiedy boisz się cokolwiek powiedzieć do chłopaka, który wydaje się być bardziej mężczyzną niż chłoptasiem. 
W każdym razie studia też wpływają pozytywnie na życie towarzyskie. W pewnym sensie. Zaczynasz poznawać dużo ludzi. Nie tylko z twojego kierunku, ale też roku, ponieważ macie mieszane wykłady, czy jakieś kursy, czy ćwiczenia. Albo chodzicie na jakieś imprezy i poznajecie zupełnie nowe towarzystwo. A zwłaszcza ci, którzy są przyjezdni.
Nigdy nie wierzyłam, że poznam tyle ciekawych ludzi, z przeróżnymi zainteresowaniami, często zbieżnymi z moimi. To jest bardzo ciekawe, kiedy w każdej nowo poznanej osobie, możesz znaleźć cząstkę siebie i uświadamiasz sobie, jak wiele ludzi interesuje się tym co ty.
Kolejną rzeczą, która mnie lekko... irytuje? Myślę, że to słowo idealnie opisze to co czuje. Jest to zwracanie się per "pan/pani" do studentów, bo odczuwa się ten okropny dystans i pewną bezosobowość. Rozumiem to całkowicie, ale mimo wszystko nie mogę jakoś tak się z tym pogodzić.
No i coś co jest okropnie trudną rzeczą, czyli pisanie maili! Nie lubię tego robić, ponieważ czuję, że nie potrafię tego robić i zawsze się boję, że nie jest napisany wystarczająco oficjalnie. Na szczęście udało mi się, że trafiłam na jedną wykładowczynię, która nam powiedziała, co i jak. Mimo wszystko nigdy nie jestem pewna, czy jest wszystko w porządku...

Jeżeli chcecie się więcej dowiedzieć jak to jest na studiach, albo macie własne przemyślenia i doświadczenia, napiszcie w komentarzach ;)
Będzie mi bardzo miło ;)

Życzę Wam miłego dnia/wieczora, w zależności kiedy to czytacie ;)


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Dream out loud

Hej!

Dawno nie publikowałam nic.
Blog założyłam po to aby dzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami z podróży mojego życia. Niestety, jak większość rzeczy, skończyłam zanim dobrze nie zaczęłam.
Przepraszam za to. Jednak mam nadzieję, że razem z nowym rokiem uda mi się powrócić do takiej formy ekspresji w internecie. Zawsze chciałam w jakiś sposób się wyrażać, a to jest jeden z nich. Mam nadzieję, że znajdę  w sobie więcej siły i determinacji, aby prowadzić tego bloga.
Nie obiecuję, że moje notki, będą regularne i bardo obfite w treść, ale postaram się robić jak najlepiej.

Dzisiaj nie tylko mogę powiedzieć, że pożegnałam się z 2016, ale także z nazwą bloga. Dlaczego? Ponieważ chcę w pewien sposób zacząć od nowa, ale jednocześnie nie usuwam starych postów, bo ten blog ma być mną i ma być mój. Pewnej złamanej dziewczyny, która ciągle chce marzyć i marzy.

Dream out loud...

Tandetne powiedzenie, głupia nazwa na bloga no i w sumie dlaczego nazwałam tak tego posta??

Takie myśli mogą przechodzić przez głowę niektórym. Jednak ja chce wszystkim powiedzieć, że jestem marzycielką i nie ma co tego ukrywać. Żyje marzeniami, pewnego rodzaju złudzeniami - co nie oznacza, że nie zdaję sobie sprawy jak jest. Może jestem czasem nazbyt naiwna, ale szczerze mówiąc, zaczynam mieć powoli w głębokim poważaniu to co ludzie o tym myślą.
Mnie udało się udowodnić, że marzenia się mogą spełniać. Największe z nich już mi się udało osiągnąć. Byłam w USA, które było moim marzeniem od kiedy... Szczerze mówiąc nie jestem w stanie sprecyzować. Myślę, że około 10 lat już tak sobie cicho mówię, że chcę tam jechać.I w końcu mi się udało. Dlatego ja wierzę w hasła, które często są wygłaszane głośno przez artystów: "Sięgaj do gwiazd","Marzenia się spełniają", "Walcz o marzenia" itp. To właśnie one nas w jakiś sposób kreują i pomagają nam istnieć, przynajmniej w moim subiektywnym odczuciu. Ja mogłabym być złożona z samych marzeń. To właśnie głównie nimi myślę. Wiem, że trzeba o nie walczyć i dążyć do tego aby je osiągnąć. Nie słuchajcie innych, kiedy mówią, że wasze pragnienia nie mają racji bytu, że to o czym marzycie się nigdy nie spełni. Może i tak jest, ale dlaczego by nie spróbować? Dlaczego poddawać się już na samym początku, nie próbując nic zrobić. Nie starając się zmienić nastawienia innych, żeby to potem oni myśleli, że byli na tyle głupi aby być za bardzo powściągliwym i nie próbować. Pamiętajcie, że to wiele od nas zależy. Jeżeli np.: chcesz zostać lekarzem, ale matura z biologii poszła ci beznadziejnie, to dlaczego nie przystąpić do egzaminu znowu? W końcu masz 5 lat, aby próbować, próbować i próbować. A jeżeli na prawdę nie chcesz znów przeżywać tego stresu to zawsze są szkoły policealne, które może nie sprawią, że będziesz chirurgiem, czy kardiologiem i nie zapewnią statusu profesora, czy doktoratu, ale może znajdziesz coś co cię interesuje, jakiś kierunek na około medyczny, gdzie będziesz mógł spełniać się zawodowo. Nie możecie sobie zamykać drzwi. Trzeba kombinować. Podobno właśnie tacy jesteśmy, my- Polacy. Nie wiem czy to prawda, jeżeli chodzi o nowe pokolenie. Nasi rodzice i ich rodzice nie mięli wyjścia. musieli kombinować, żeby żyło im się w miarę w porządku. Teraz nam jest dużo łatwiej, ale warto odszukać w sobie tego stereotypowego polaka - nie mówię tutaj o polakach-złodziejach i polakach-pijakach, ale o tych zaradnych kombinatorach, którymi gdzieś tam w środku ciągle jesteśmy.
Nie bójcie się walczyć o swoje. To wy jesteście najważniejsi. To jest WASZE Życie. Nie moje, nie waszych rodziców, nie waszych przyjaciół, znajomych, sąsiadów, dziadków. Tylko, i wyłącznie, Wasze. Dlatego sprawcie, aby ono było wyjątkowe, żebyście czuli się szczęśliwi.
I właśnie tego Wam życzę na Nowy Rok. Znajdźcie w sobie dużo siły, określcie co wam się podoba, a co nie. Znajdźcie swoje własne "ja", wśród szarej masy do której często należymy. Nie bójcie się wyrażać głośno opinii, nie chowajcie się w kąt, bo Wasz głos jest ważny. Bo Wasz głos jest Naszym głosem, głosem Naszego pokolenia, której jest inne i rządzi się innymi prawami niż pokolenie naszych rodziców, czy dziadków, czy pokolenie Kolumbów, czy każde inne przedtem. Żyjemy tu i teraz. Znajdźmy własną cząstkę swojej tożsamości.
Życzę Wam także, aby każde marzenie, nie ważne jakich rozmiarów i jakim stopniem trudności, się spełniło. Abyście się nie bali marzyć, bo jak Paulo Colhelo powiedział :"Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie". Wierzę, że i Was odnajdzie się na tyle duża wiara we własne możliwości, że cały wszechświat będzie wam pomagał w realizacji najskrytszych pragnień, nawet tych do których nie mamy odwagi się przyznać,
Tak na koniec przytoczę słowa Ryśka Riedel'a, który powiedział: "Przestałem marzyć, jak człowiek nie marzy to umiera". Myślę, że teraz będzie Wam łatwiej zrozumieć co mam na myśli.

Wszystkiego co najlepsze na 2017!


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval

czwartek, 2 czerwca 2016

Coś co można nazwać początkiem...

Zaczynając pisać tego bloga jestem skazana na brak anonimowości. 
Prowadzić go będę anonimowo - przynajmniej dla większości, nie zamierzam wrzucać żadnych zdjęć ze sobą, żadnych moich selfie itd. Szczerze, ludzie znający się na informatyce, mogliby z pewnością odkryć prędko kim jestem. Żyjemy w czasach, kiedy każdy jest inwigilowany. Mimo że nie jest to aż tak duży procent w Polsce jak na przykład w Londynie, gdzie wszędzie są kamery, ale chcąc nie chcąc musimy to zaakceptować. Wchodzimy w czasy, które niestety pozbawiają nas prywatności. Tak na prawdę teraz ciężko zdefiniować to słowo. Pokolenie, do moich rodziców, jeszcze wie co to znaczy, ale tak na prawdę ja już nie do końca. Nie zważając na fakt, że na pewno do 10. roku życia nie korzystałam z Internetu, tak jak teraz większość ludzi- mówię tutaj o portalach społecznościowych, bez których ciężko teraz się obejść. Moją ulubioną stroną były wtedy gry.pl i cieszyłam się, kiedy mogłam pograć przez godzinę w przebieranie jakiś laleczek, albo "gotując" coś pysznego.
Długo zastanawiałam się i wahałam, czy zakładać tego bloga, czy nie. Ciągle mam z tym problem. Ciągle się waham, ale postanowiłam, że to zrobię, ponieważ chcę pokazać wam, że warto spełniać marzenia, że każdy powinien po nie sięgać. Jak bardzo sztampowo to brzmi, sama widzę. Często słyszałam zwroty typu "Sięgaj po marzenia", "Dla chcącego nic trudnego"...
W wielu piosenkach artyści mówią o tym głośno, aby sięgać do gwiazd i nie przestawać marzyć. Oni są najlepszym na to przykładem. Najbardziej spektakularnym. Powiedzenia typu "Dream out loud" , czy "Cheasing the dreams" są nam wszystkim znane, więc dlaczego nie próbujecie?
Chce Wam udowodnić, że jest to możliwe tylko trzeba chcieć o nie zawalczyć.
Jeżeli już wam się udało spełnić swoje marzenia to jestem ciekawa jakie one były i co czuliście po ich spełnieniu.
Mnie samej udało się zrealizować kilka, a największym jest chyba wyjazd do USA. Jest jeszcze, że tak to nazwę w realizacji, ponieważ lecę w połowie lipca, ale właśnie to mnie popchnęło do prowadzenia tego bloga.
Nie mogę doczekać się usłyszenia waszych historii z sięganiem po marzenia.


LoTs Of LoVe DreAMeRs 

Medieval